Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Panorama

Artykuły

Recenzje:

  1. Recenzja "Zielonych skrzypiec":
    Stefan Lichański: Zielone skrzypce, "Twórczość" 1955, nr 9.
    Część 1, część 2.

  2. Recenzja "Wędrującej granicy":
    Stefan Lichański: Miejsce na muzykę, "Twórczość" 1962, nr 9.
    Część 1, część 2, część 3, część 4.

  3. Recenzja "Układu serdecznego":
    Wiesław Szymański: Poezja - "jastrząb wewnętrzny", "Twórczość" 1966, nr 9.
    Część 1, część 2.

  4. Recenzja "Pochwały kolibra":
    Stanisław Balbus: Ciemność i światło, "Twórczość" 1972, nr 12.
    Część 1, część 2, część 3.

  5. Recenzja "Blizn po świetle":
    Iwona Smolka: Blizny po świetle, "Nowe Książki" 1978, nr 10.
    Część 1, część 2.

  6. O "Pochwale kolibra":
    Marek Skwarnicki: Półka z poezją (fragm.),
    "Tygodnik Powszechny" 1972, nr 34.

Teksty powstałe po śmierci Jana Zycha:

  1. [Notatka], "Tygodnik Powszechny" 1995, nr 37, s. 12.

  2. Krzysztof Lisowski: Jan Zych 1931-1995, "Dekada Literacka" 1995, nr 6.



"Tygodnik Powszechny" 1995, nr 37, s. 12.

21 sierpnia zmarł w Meksyku Jan Zych, poeta, tłumacz. Na wiele lat związał się z Krakowem, z redakcją "Życia literackiego", na łamach którego często publikował swe liryki, z Wydawnictwem Literackim, którego był etatowym pracownikiem, z Uniwersytetem Jagiellońskim, na którym uczył języka hiszpańskiego. W latach siedemdziesiątych osiadł na stałe w Meksyku i stawał się powoli pisarzem w Polsce zapomnianym.

Urodził się w r. 1931 w Korczynie k. Krosna. Studia polonistyczne odbywał na Uniwersytecie Jagiellońskim, a iberystyczne w Meksyku (1965 - 66). Debiutował jako poeta w latach pięćdziesiątych. W 1955 r. Wydawnictwo Literackie opublikowało jego pierwszy zbiorek: "Zielone skrzypce", przyjęty przez krytykę przychylnie. Dalsze tomiki: "Wędrująca granica" (1961), "Układ serdeczny" (1965), "Pochwała kolibra" (1972), "Wybór wierszy" (1975), "Blizny po świetle" (1978) potwierdziły oczekiwania i nadzieje wyrażone przez recenzentów po jego debiucie.

Stefan Lichański, omawiając w "Twórczości" (1962, nr 9) "Wędrującą granicę", dostrzegł wszystkie istotne składniki tej poezji, które z czasem będą się pogłębiać: jej urzekającą prostotę i autentyzm tworzywa, jej śpiewność i jednorodność stylową. Lichański pisał: Zych jest lirykiem czystej krwi, jest poetą-pieśniarzem, nie zapominającym nigdy o tym, że poezja zrodziła się z pieśni, ze słowo jej było pierwotnie zrośnięte nierozdzielnie z melodią i stanowiło pogłos, echo bezsłownej gry uczuć. Nie znaczy to przecież, aby cechą tej poezji stała się łatwa, konwencjonalna katarynkowość rytmu. Zych, podobnie jak inni współcześni lirycy-pieśniarze (Tadeusz Kubiak, Jan Bolesław Ożóg, Tadeusz Nowak) zdaje sobie sprawę z różnicy między piosenkowością, a pieśniową genealogią poezji i ze zrozumienia tych różnic wysnuwa obowiązujące dla swojej twórczości wnioski". Krytyk uściśla dalej swój wywód: "Pieśniarstwo liryki Zycha nie jest więc założeniem warsztatowym, technicznym, ale jej - rzec by można - ontologiczną właściwością, wynikającą z najbardziej elementarnych, niemożliwych do wyminięcia determinacji psychologicznych, jest spontaniczne i na pewien sposób nieuniknione".

Liryka Zycha wrażliwa na urodę świata, na piękno przyrody, na konkret, pozostaje zawsze bliska życia. Jego wiersze - że odwołamy się jeszcze raz do cytatu z Lichańskiego - "są zapiskami z wędrówek barda-włóczęgi, relacjami jego radosnych i bolesnych przygód. Są wyimkami z kroniki żywego życia".

Poeta, czerpiąc z wielu różnych źródeł, z poetyk tradycyjnych i awangardowych, umiał ustrzec swą indywidualność i odrębność. Unikał wtórności i nie osunął się w banał pozostając w kręgu starych, odwiecznych tematów poetyckich, takich jak miłość, nienawiść, przyjaźń, przemijalność rzeczy, śmierć. Filozoficzna refleksja nad życiem, i estetyczna kontemplacja powiązanego u niego były zawsze z aktywnością etyczną. "Lecz trudzę się, utrwalam to, co bliskie / Może słowo moje dalej niż ja doleci".



Marek Skwarnicki: Półka z poezją (fragm.),
"Tygodnik Powszechny" 1972, nr 34.

W zupełnie inną krainę ucieka Jan Zych w kolejnym swoim woluminie liryków zatytułowanym "Pochwała kolibra". Arkadią Zycha jest Meksyk, w którym, jak wskazują daty i miejscowości pod poszczególnymi utworami spędził autor rok 1968. Właściwie w naszej poezji nie ma innych wierszy o tamtej stronie świata. Nie są to oczywiście poematy opisowe, lecz utwory notujące myśli i przeżycia człowieka zakochanego w dziwnej dla Polaka, egzotycznej historii, kulturze i przyrodzie południa kontynentu północno-amerykańskiego. Jest w tych wierszach jednak i coś więcej. Nie są one tylko notatnikiem lirycznym podróżnika - Zychowi udało się w "Pochwale kolibra" powiedzieć coś nowego o "człowieku historycznym". Jest zresztą pod tym względem podobny w postawie do Szymborskiej, która w niejednym wierszu też szuka swego potwierdzenia ludzkiego w poczuciu związków z gatunkiem Homo sapiens. Kto wie, czy te wybiegające w przeszłość i przyszłość poezje (zupełnie oczywiście różne stylistycznie) nie są odbiciem uniwersalizacji kulturowej, która coraz bardziej przenika sposób myślenia i wrażliwość współczesnych. Liryka jest wszak sztuką przeczuć i nieoczekiwanych owoców intuicji.

Na drugim biegunie "meksykańskich" liryków Zycha znajdują się jego wiersze ocienione rodzinnym sadem wsi, z której pochodził i którym odszedł w Nieznane i na zawsze ojciec poety. Utwory miłosne i osobiste elegie [...] wskazują na postępującą dojrzałość artystyczną Zycha. Wyróżnia go godna pochwały powściągliwość obrazów. Rysowane są one paroma linijkami. Wypełnia je delikatne wzruszenie, "Pochwała kolibra" to słoneczno cienisty pamiętnik artysty.

2007 - 2009. Wszelkie prawa zastrzeżone. Napisz do admina.